Byłem sam, zupełnie sam
Mimo wielu twarzy tłumu
Mimo wrzasków, barwnych planów
Nie umiałem... wyjść zza muru
Biłem głową, nie umiałem
Wyjść ze swoich małch ram
Gdy upadłem zrozumiałem
Nie mam szans, bo idę sam
I zupełnie nie wiedziałem
Co mam robić, dokąd iść
Po co tutaj się znalazłem
I w ogóle, jak mam żyć
Wciąż rzucany wirem życia
Tak zupełnie skołowany
Nie wiedziałem, walczyć dalej
Czy też lizać swoje rany
Kiedyś w środe późno w nocy
Samotnością wyczerpany
Pomodliłem się po prostu
I zostałem... usłyszany
Przyszedł Chrystus
Przy mnie usiadł
Swoją dłonią dotknął mnie
Moje życie się zmieniło
I już wiem, gdzie dążyć mam
Od tej chwili nieustannie
Pan i ja kroczymy razem
Krok po kroku wciąż do celu
Chociaż w drodze staje czasem
On bez słowa staje także
Czeka aż powróce znowu
A gdy wracam jest nam dobrze
I jest radość w sercach obu
I nie zgubię się już nigdy
Nie powrócę w dawne dni
Bo on - Chrystus - jest wciąż ze mną
Głosić Boga kazał mi